,  Imieniny:



»

»




Komitet
organizacyjny
Organizacja
Zjazdu
Przyjaciele
i sponsorzy szkoły
Lista
uczestników
Wspomnienia
abslowentów
Galeria
zdjęć
fkjf


60 lat mineło ...


Dnia 1 października 2011roku z okazji 60- lecia odbędzie sie zjazd absolwentów Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 1 im. Marii Konopnickiej



Jeżeli pragneliby Państwo podzielić sie swoimi wspomnieniami z lat pracy i nauki w naszym zespole prosimy o przesyłanie ich na adres szkoły (do końca sierpnia 2011 roku), badź na adres e- mailowy. Chcielibyśmy wykorzystać je do publikacji planowanej z okazji rocznicy istnienia naszej placówki.




Do Szwecji na południowy zachód.

Przeglądając (styczeń 2011r.) portal internetowy "Twoja historia.com" (wpis 13.02.2010, link "kalin 111"), zaintrygował mnie wpis w blogu "Najoryginalniejsze nie-ucieczki na Zachód". (Ucieczka do Berlina Zachodniego w toalecie pociągu nad sufitem). Może i ten przypadek można zaliczyć do oryginalnych, ale z pewnością ten, który przytrafił się moim kolegom ze szkoły podstawowej (TPD w Pruszczu Gdańskim, ul. Kopernika 1, obecnie ZS Nr 1 ul. Niemcewicza 1), nasz pan profesor od geografii zaliczył do swojej największej porażki pedagogicznej w życiu.
A było to tak: - w 1956 roku trafiłem do 3 klasy szkoły podstawowej Nr 1 w Pruszczu Gdańskim. Nauka szła mi bardzo dobrze, na wf-ie również wyróżniałem się sprawnością, więc szybko zyskałem zaufanie nowych kolegów.
Z Wieśkiem Durdą, Adamem Seroczyńskim i jego bratem Michałem, Jurkiem Gulczyńskim, Ryszardem Szczepańskim, Jasiem Hodowanym, Markiem Karbownikiem, Krzysiem Żebrackim, Wiesiem Kasperowiczem, Jurkiem Zarzyckim, Gienkiem Kościukiem i innymi stworzyliśmy silną grupę "chłopców za torami" (chociaż ja mieszkałem przy ul. Stalina, przed torami). Pomimo że niektórzy opuszczali naszą klasę (wolniej chłonęli wiedzę), inni starsi ją zasilali ( z tych samych względów), zawsze trzymaliśmy się razem. Hołdowaliśmy zasadzie "jeden za wszystkich, wszyscy za jednego". Nasza solidarność uwidaczniała się na każdym kroku, między innymi podczas zakładania parku przy ul. Obrońców Westerplatte (sadzenie drzew). Zmartwieni słabymi wynikami niektórych kolegów (którym groziło powtarzanie klasy), korzystając z nieuwagi naszego nauczyciela druha Władysława Wosia, zakopaliśmy dziennik klasowy obok nasadzonych drzew.
Ale do rzeczy: - był to rok 1959, coraz bliżej wakacji. Wspólne wypady na wagary, długie spacery nad Radunią, wycieczki. Niby nie było między nami tajemnic, ale, jak później się okazało, w naszym gronie zawiązała się "Tajna Grupa", która zaplanowała ucieczkę na Zachód (a raczej na północ bo do Szwecji). Przewodził jej Rysiu S. (nie miał on nic wspólnego z tym Ryśkiem z późniejszych filmów "Miś" i "Rozmowy kontrolowane"). Wszystko zaplanowali z młodzieńczą fantazją.
Przychodzimy do szkoły, a tu już krąży obiegiem informacja; "grupa uczniów uciekła do Szwecji". Sprawdzamy kogo wśród nas brakuje? O los nieobecnych niepokoi się nasz wychowawca pan profesor Stanisław Piotrowski, który uczył nas geografii. Jego niezapomniane lekcje, jak prezentował nam orbitę ziemską, biegając z globusem między ławkami, dodatkowo obracając się wokół własnej osi (kręgosłupa). To on pierwszy otwierał nam oczy na świat, kontynenty, kraje i na nasze niebo. Czyżby to jego opisy krajobrazów półwyspu skandynawskiego skusiły ich do wybrania drogi ucieczki do Szwecji. Okazało się, że nie wszyscy uważnie słuchali jego wykładów i nie do końca opanowali kierunki stron świata.
Mijają dwa dni a o naszych uciekinierach cisza. Zadajemy sobie pytanie: czy im się udało? Następnego dnia piorunująca wiadomość, są nasi podróżnicy. Milicja wykazała się sprawnością i rozeznaniem. Szukała ich nie tylko w kierunku północnym ale w całej okolicy. Doszło do ich zatrzymania podczas włamania do szkoły w Kolbudach.
Ta marszruta ucieczki do Szwecji najbardziej zabolała pana profesora Stanisława Piotrowskiego. (Złapano ich na południowy zachód od Pruszcza Gdańskiego a pragnęli uciekać na północ, może w tym szaleństwie była metoda). Na kolejnych zajęciach z geografii i lekcji wychowawczej tłumaczyli się, że celowo udali się do Kolbud, chcąc zdobyć dodatkowe środki finansowe niezbędne na wyprawę do Szwecji.
Cała sprawa z uwagi na młody wiek uciekinierów w końcu została szczęśliwie, bez większych konsekwencji załatwiona, pozostawiając w nas młodzieńczą żądzę poznawania świata. Kilku uczestników tej eskapady w końcu jednak dopięło swego i od dłuższego już czasu przebywa w USA, Kanadzie i innych krajach.

P.S. Grupa wychowanków pana profesora Stanisława Piotrowskiego uczestniczyła w jego ostatniej drodze na cmentarzu w Sopocie, gdzie spoczywają jego prochy, wśród potężnych drzew na morenowym wzgórzu. Chociaż już go pożegnaliśmy, myśli o nim ciągle wśród nas są żywe. Cześć jego pamięci!

  Zbigniew Brągoszewski